Lubimy o sobie myśleć jako o „Self-Made Men” i „Self-Made Women”. To nowoczesny mit, którym karmi nas popkultura, poradniki sukcesu i korporacyjny świat.
Mówią Ci:
Jesteś kowalem/kowalką swojego losu.
Zacznij z czystą kart
Twoje sukcesy i Twoje porażki zależą tylko od Twojej pracy i nastawienia.
To piękne, porywające hasła. Dają poczucie sprawczości i mocy. I pewnie, na poziomie świadomym, bardzo chcesz w nie wierzyć. Chcesz czuć, że ster jest w Twoich rękach, a Ty jesteś kapitanem tego statku.
Ale jeśli tak jest, to dlaczego mimo szczerych chęci i ciężkiej pracy Twój statek tak często płynie nie tam, gdzie chcesz niesiony podwodnymi prądami?
Dlaczego, mimo że na koncie masz bezpieczną sumę, wciąż budzisz się w nocy z paraliżującym lękiem, że jutro umrzesz z głodu?
Dlaczego, mimo że masz kochającego partnera/partnerkę, ciągle czekasz na zdradę, węszysz podstęp i sabotujesz spokój, choć w Twoim życiu nikt Cię nie zdradził?
Dlaczego czujesz niewytłumaczalny smutek w momentach największych triumfów, jakbyś nie miał/a prawa się cieszyć?
Zadam Ci teraz pytanie, które może być niewygodne, ale jest konieczne:
A co, jeśli to, co nazywasz „swoim charakterem” lub „swoją intuicją”, wcale nie należy do Ciebie?
Jesteś kolejnym rozdziałem, a nie nową książką.
Żyjemy w iluzji niezależności. Wydaje nam się, że w dniu narodzin pojawiliśmy się na świecie jako odrębny byt, czysta biała kartka papieru, na której dopiero zaczniemy pisać swoją historię.
Prawda biologiczna, psychologiczna i systemowa jest jednak zupełnie inna.
Nie jesteś nową książką. Jesteś kolejnym rozdziałem w bardzo starej, grubej powieści, która zaczęła się pisać na długo przed Twoim pierwszym oddechem.
Kiedy się urodziłeś/aś, nie dostałeś/aś tylko koloru oczu po mamie i kształtu nosa po tacie. W pakiecie startowym zapisanym w Twoim ciele, w Twoim układzie nerwowym i w Twoim DNA dostałeś/aś też ich historię.
Ich niewypłakane łzy.
Ich zamrożony strach.
Ich tajemnice, o których szeptano w kuchni, gdy dzieci spały.
A także traumy i triumfy ich rodziców i rodziców ich rodziców.
Biologia nie kłamie (Dla sceptyków).
Jeśli brzmi to dla Ciebie zbyt ezoterycznie, spójrzmy na twardą naukę. Epigenetyka, fascynująca dziedzina biologii udowodniła już dawno, że trauma jest dziedziczna.
Badania na myszach (i obserwacje potomków osób, które przeżyły głód lub wojnę) pokazują, że silny stres zmienia ekspresję genów. Jeśli Twoja babcia przeżyła wojnę i głód, jej ciało przestawiło się w tryb „przetrwania”. Jej komórki nauczyły się oszczędzać każdą kalorię i być w stanie ciągłego alertu.
Ty, jej wnuk/wnuczka, dziedziczysz ten „przełącznik”. Rodzisz się w czasach pokoju i dobrobytu. Masz pełną lodówkę. Ale Twój układ nerwowy jest skalibrowany na rok 1940. Choć nie masz o tym świadomie pojęcia. Dlatego kompulsywnie gromadzisz jedzenie, boisz się wydawać pieniądze na przyjemności, albo czujesz irracjonalny lęk, gdy słyszysz syrenę alarmową.
Twoja głowa mówi:
Jest bezpiecznie.
Twoje komórki, niosące pamięć babci, krzyczą:
Magazynuj! Bądź czujny! Zima nadchodzi!.
Utkani z cudzych losów.
Jesteśmy jak tkanina. Każda nasza reakcja, każdy gest, a nawet sposób, w jaki kochamy, to nitka wyciągnięta z osnowy naszych przodków.
- Ta Twoja „nadmierna odpowiedzialność” w pracy? To może być echo dziadka, który jako jedyny przeżył z rodzeństwa i musiał utrzymać całą rodzinę.
- Ten Twój „chłód emocjonalny”? To może być tarcza Twojej matki, która nauczyła się, że okazywanie uczuć jest niebezpieczne, bo straciła wcześnie swojego rodzica.
- Ta Twoja niemożność zatrzymania się i odpoczynku? To lojalność wobec prababci, dla której odpoczynek oznaczał śmierć na wygnaniu.
Myślisz, że to Ty decydujesz.
Ale bardzo często to Oni decydują przez Ciebie. Jesteś sztafetą. Niesiesz pałeczkę, której kształtu nawet nie znasz.
I dopóki nie zdasz sobie z tego sprawy, będziesz nazywać te obce lęki i przymusy „swoim losem” lub „swoją naturą”. Będziesz próbował/a leczyć je tabletkami, afirmacjami czy coachingiem, dziwiąc się, że nic nie działa.
A nie działa, bo próbujesz naprawić coś, co nie zepsuło się w Twoim życiu. Próbujesz
Zadajesz sobie teraz pewnie pytanie:
No dobrze, rozumiem biologię. Dostałem/am w spadku po babci lękliwy układ nerwowy. Ale dlaczego, do cholery, ciągle powtarzam błędy mojego ojca, mimo że obiecałem/am sobie, że nigdy nie będę taki/taka jak on?
Dlaczego wchodzisz w relacje z niedostępnymi partnerami, tak jak Twoja matka?
Dlaczego tracisz pieniądze, gdy tylko uda Ci się je zarobić, tak jak Twój dziadek?
Tu wkraczamy w obszar, który dla logicznego umysłu jest trudny do pojęcia, ale dla duszy jest oczywisty. W obszar Ślepej Miłości. Wysłuchać Cichej Wiedzy Serca.
Najważniejszą walutą w każdym systemie rodzinnym nie jest pieniądz, sukces czy zdrowie. Jest nią PRZYNALEŻNOŚĆ.
Prawo Przynależności: Być jak stado
Dla naszego pierwotnego mózgu bycie wykluczonym ze stada oznacza śmierć. Samotny człowiek na sawannie nie przeżyje nocy. Dlatego instynkt „bycia częścią rodziny” jest silniejszy niż instynkt samozachowawczy.
A jak dziecko udowadnia, że należy do stada? Poprzez bycie takim samym.
W psychologii systemowej nazywamy to „Lojalnością Rodową” (Hellinger). To nieświadomy pakt, który Twoja dziecięca dusza zawarła z losem Twoich rodziców i dziadków. To ciche zdanie wypowiadane nieświadomie, głęboko w sercu:
Mamo, Tato, tak bardzo Was kocham, że będę taki/taka jak Wy. Jeśli Wy niesiecie ciężar, ja też będę go niósł/niosła, żeby Wam ulżyć. Jeśli Wy jesteście nieszczęśliwi, ja też nie pozwolę sobie na pełne szczęście, żeby nie być innym.
To brzmi szalenie, prawda? Logika mówi:
Bądź szczęśliwszy od rodziców!
Ale serce dziecka mówi:
Jeśli będę szczęśliwszy, to ich zdradzę. Zostawię ich samych w ich bólu.
Cena niewinności.
Bert Hellinger, twórca Systemowych Ustawień Rodzinnych, mówił o czymś wstrząsającym:
„Lepiej czuć się niewinnym i nieszczęśliwym, niż winnym i szczęśliwym”.
Wyobraź sobie, że pochodzisz z rodziny, w której kobiety zawsze były same. Babcia straciła męża na wojnie. Mama rozwiodła się i wychowywała Cię samotnie, w trudzie.
A teraz Ty. Masz szansę na wspaniały, ciepły, wspierający związek.
Co się dzieje?
Na poziomie świadomym cieszysz się.
Ale na poziomie nieświadomym (systemowym) czujesz WINĘ.
Jak możesz cieszyć się bliskością mężczyzny/kobiety, skoro Twoja matka płakała w poduszkę z samotności?
Jak możesz opływać w luksusy, skoro Twój ojciec zaharowywał się na śmierć za grosze?
Twoja podświadomość interpretuje Twój sukces jako zdradę. Czujesz, że odrywasz się od korzeni. Że stajesz się „obcy”.
I żeby zredukować to nieznośne poczucie winy, nieświadomie zaczynasz psuć swoje szczęście.
Prowokujesz kłótnie w idealnym związku.
Inwestujesz w ryzykowny interes i tracisz pieniądze.
Zaczynasz chorować.
Wszystko po to, by znów spaść do poziomu, który zna Twoja rodzina. By móc wewnętrznie powiedzieć:
Patrzcie, ja też cierpię. Jestem jedną/jednym z Was. Nadal przynależę.
Magiczne myślenie dziecka.
To jest właśnie ta „Iluzja Niezależności”. Myślisz, że sabotujesz swój sukces, bo masz „słomiany zapał” albo „pecha”.
A tak naprawdę sabotujesz go z MIŁOŚCI.
Jak to mawia Anna Choińska „Wszystko jest historią jakieś miłości”
To miłość niedojrzała, dziecięca, magiczna. Dziecko wierzy, że jeśli będzie współcierpieć, to uratuje rodziców. Że jeśli weźmie na plecy plecak ojca, to ojcu będzie lżej.
Niestety, to tak nie działa. W dorosłym życiu ta strategia jest destrukcyjna. Twoje cierpienie nie zmniejsza cierpienia Twoich przodków. Ono je tylko POMNAŻA. Zamiast jednej nieszczęśliwej osoby, mamy teraz dwie. Łańcuch traumy wydłuża się o kolejne ogniwo – o Ciebie.
Czy to znaczy, że jesteśmy skazani na powtarzanie tych wzorców w nieskończoność? Że wolna wola nie istnieje?
Nie.
Istnieje.
Ale zaczyna się dopiero tam, gdzie kończy się ślepa lojalność.
Wymaga ona jednak czegoś bardzo trudnego. Wymaga odwagi, by stać się „Czarną Owcą”. Tą, która ma czelność być szczęśliwa, mimo że inni cierpieli.
Doszliśmy do ściany.
Wiesz już, że Twoje ciało pamięta traumy babci. Wiesz, że Twoje serce z miłości do taty powtarza jego porażki. I tak dalej. Co u siebie najbardziej jest na wierzchu?
Stoisz teraz przed najtrudniejszą decyzją w swoim życiu. Decyzją, która wymaga więcej odwagi niż skok na bungee czy rzucenie korporacji i wyjazd w Bieszczady.
Musisz odważyć się na zdradę.
Musisz odważyć się być „nielojalnym” wobec cierpienia swojej rodziny.
Musisz odważyć się być szczęśliwszym, bogatszym, zdrowszym i bardziej spełnionym niż ci, którzy dali Ci życie.
I tu świadomie używam słowa musisz, bo to niezbędna część tego procesu. Bez tego ni się nie zmieni.
Odwrócenie rzeki
W ślepej miłości (o której pisałem wcześniej) mówisz wewnętrznie do rodziców:
Zrobię to tak samo jak Wy, żebyście nie czuli się gorsi.
Uzdrowienie zaczyna się w momencie, gdy zamieniasz tę ślepą miłość na Miłość Widzącą (Dojrzałą). Na życie zgodne z Cichą Wiedzą Twojego Serca.
W tej nowej miłości Twoje wewnętrzne zdanie brzmi:
Na Waszą pamiątkę i dla Waszego honoru zrobię to inaczej.
Zrobię z mojego życia coś pięknego, aby Wasz trud i Wasze cierpienie nie poszły na marne.
Zrozum to dobrze:
Twoi przodkowie nie chcą Twojego cierpienia.
To prawda, ich traumy mogą w Tobie rezonować, ale głęboko pod tym bólem płynie rzeka Życia. Oni przetrwali wojny, głód, mrozy i choroby po to, żeby Życie mogło dotrzeć do Ciebie. Nie po to abyś Ty teraz się „wycinał/a” z życia, tylko brał/a to co dostałaś/eś od nich.
Jeśli Ty teraz marnujesz to życie na powtarzanie ich traumy, to tak, jakbyś odrzucał/a ich prezent.
Największym hołdem, jaki możesz złożyć swoim przodkom, nie jest cierpienie razem z nimi.
Jest nim rozkwitnięcie dzięki nim.
Zmiana tego paradygmatu zmienia wszystko.
Jesteś ich marzeniem!
Wyobraź sobie drzewo. Korzenie są w ziemi (przodkowie). Pień to Twoi rodzice. Ty jesteś młodą gałęzią.
Czy gałąź okazuje szacunek korzeniom, więdnąc i usychając, bo korzenie miały ciężko w twardej glebie?
Nie.
Gałąź okazuje szacunek, wyciągając się do słońca, rodząc owoce i szumiąc na wietrze. Kiedy gałąź kwitnie, korzenie czują sens swojego wysiłku.
Ty jesteś taką gałęzią.
Jesteś marzeniem swoich przodków.
Jesteś tą/tym, której/któremu w końcu się udało.
Masz zasoby, których oni nie mieli.
Masz bezpieczeństwo.
Masz terapię.
Masz wolność.
Użyj tego.
Rytuał: Oddanie ciężaru i wzięcie siły.
Aby to zrobić, warto wykonać ruch wewnątrz swojej duszy. Czas przestać patrzeć na ich traumy, a zacząć patrzeć na ich siłę.
Oto prosta, ale potężna praktyka wizualizacyjna, którą możesz wykonać w ciszy swojego pokoju. To esencja pracy systemowej.
KROK 1: Ustawienie wewnętrzne.
Usiądź wygodnie, zamknij oczy i weź kilka głębokich oddechów. Poczuj swoje stopy na ziemi.
Wyobraź sobie, że za Twoimi plecami stoją Twoi rodzice. Za prawym ramieniem Tata, za lewym Mama.
A za nimi ich rodzice. I dalej, i dalej. Tysiące ludzi. Twoja wataha. Twój ród. Poczuj ich obecność. Poczuj ich siłę. Oni wszyscy byli potrzebni abyś Ty mogła/mógł się narodzić.
KROK 2: Uznanie ciężaru.
Poczuj ten ciężar, który niesiesz, ten lęk, ten smutek, tę złość, która nie jest Twoja.
Odwróć się w wyobraźni twarzą do nich. Spójrz na rodzica lub przodka, od którego ten ciężar pochodzi.
Powiedz w duchu:
Widzę Twój ból. Szanuję Twój los, jakikolwiek on był. Ale ten ciężar należy do Ciebie. Ja jestem tylko dzieckiem. Jestem za mały/mała, by to unieść. Z miłością zostawiam to przy Tobie. To jest Twoje.
Wyobraź sobie, jak zdejmujesz ten plecak i kładziesz go u ich stóp. Zobacz, jak oni patrzą na to z ulgą. Oni nigdy nie chcieli, żebyś to niósł/niosła.
KROK 3: Prośba o błogosławieństwo
Teraz spójrz im w oczy i powiedz najważniejsze zdanie, które uwalnia od winy:
Proszę, patrzcie na mnie życzliwie, jeżeli będę szczęśliwy/a.
Proszę, patrzcie na mnie życzliwie, jeśli mi się uda, nawet jeśli Wam się nie udało.
KROK 4: Czerpanie siły.
Zobacz, że oprócz traumy, płynie od nich potężna siła. Siła przetrwania. Życie.
Wyobraź sobie tę siłę jako złote światło płynące od dalekich przodków, przez dziadków, przez rodziców, aż do Ciebie.
Powiedz:
Biorę od Was Życie.
Za pełną cenę, jaką Was ono kosztowało.
Zrobię z niego coś dobrego.
KROK 5: Ruch do przodu.
Odwróć się plecami do nich. Poczuj ich dłonie na swoich plecach, teraz nie jako ciężar, ale jako wsparcie. Jak wiatr w żagle.
Spójrz przed siebie. Tam jest Twoja przyszłość. Tam jest Twoje własne życie.
Zrób w wyobraźni (najlepiej także fizycznie) krok do przodu.
To nie jest jednorazowe wydarzenie. To proces. Będziesz musiał/a powtarzać ten ruch wielokrotnie, zwłaszcza w trudnych chwilach.
Ale za każdym razem, gdy wybierasz szczęście zamiast lojalności w cierpieniu, uzdrawiasz nie tylko siebie. Uzdrawiasz też kawałek swojego drzewa rodowego.
Jesteś wolny/a.
Nie od nich, ale dzięki nim.
Jeśli potrzebujesz pomocy, to poproś o nią.
A potem:
Idź i żyj.