Znasz ten stan.
W środku czujesz, jakbyś rozpadał/a się na milion kawałków. Twoje ciało jest ciężkie od smutku, żołądek zaciśnięty z lęku, a w gardle stoi niewykrzyczana złość.
Twój świat. Ten wewnętrzny lub zewnętrzny. Właśnie trzęsie się w posadach.
Ale co robisz?
Zakładasz maskę. Wchodzisz na social media i czytasz:
Wybierz radość!,
Twoje myśli kreują Twoją rzeczywistość,
Nie skupiaj się na negatywach, bo je przyciągasz.
Więc bierzesz głęboki oddech i zaczynasz afirmować. Stajesz przed lustrem i mówisz sobie:
Jestem silny/a, jestem szczęśliwy/a, wszystko jest w porządku, podczas gdy każda komórka Twojego ciała krzyczy:
NIE PRAWDA!
NIC NIE JEST W PORZĄDKU!
Mam dla Ciebie ważną wiadomość. To, co czujesz w tym momencie, ten dysonans, ten wewnętrzny zgrzyt, tę chęć zwymiotowania na widok kolejnego motywacyjnego cytatu, to nie jest dowód na to, że „źle medytujesz” albo że masz „niskie wibracje”.
To jest najzdrowsza reakcja Twojego organizmu.
Twoje ciało i Twoja psychika bronią się przed aktem agresji. Bo zmuszanie się do pozytywnego myślenia, kiedy cierpisz, nie jest „rozwojem duchowym”.
Umówmy się. Jest formą przemocy wobec samego siebie.
Kiedy „dobre wibracje” stają się kneblem.
Żyjemy w kulturze, która fetyszyzuje szczęście.
Smutek, złość, lęk, żałoba, te wszystkie trudne, „ciemne” emocje zostały zepchnięte do podziemia. Stały się czymś wstydliwym, czymś, co należy szybko „naprawić”, „przepracować” i zamieść pod dywan, najlepiej przykrywając go tablicą marzeń.
Stworzyliśmy potwora zwanego Toksyczną Pozytywnością.
Czym to się różni od zdrowego optymizmu czy nadziei?
Zdrowa nadzieja mówi:
Jest teraz strasznie ciężko, czuję ból, ale wierzę, że mam zasoby, by przez to przejść i że kiedyś będzie lepiej.
Toksyczna pozytywność mówi:
Nie ma żadnego bólu. Wszystko jest lekcją. Uśmiechnij się. Myśl tylko o dobrych rzeczach, bo inaczej sam jesteś sobie winien.
Widzisz różnicę?
Pierwsza postawa integruje trudne doświadczenie.
Druga postawa odcina je i zaprzecza jego istnieniu.
A zaprzeczanie własnej rzeczywistości emocjonalnej to nic innego jak gaslighting, czyli forma manipulacji, w której wmawia się ofierze, że to, co czuje i widzi, nie jest prawdą. Tylko w tym przypadku, Ty jesteś jednocześnie ofiarą i sprawcą w jednym.
Wewnętrzny Dyktator w przebraniu Guru.
Jak dochodzi do tej przemocy?
Większość z nas ma w sobie silnego Wewnętrznego Krytyka. To ten głos, który przez lata mówił Ci:
Jesteś niewystarczający/a,
Musisz się bardziej starać”.
Kiedy wchodzimy na ścieżkę rozwoju osobistego, często dzieje się coś podstępnego. Nasz Wewnętrzny Krytyk nie znika. On tylko zmienia kostium. Zdejmuje mundur surowego rodzica i zakłada szaty duchowego guru.
Ale jego metody pozostają te same, to nadal dyktatura, tylko teraz żądania są inne.
Kiedyś żądał perfekcji w działaniu. Teraz żąda perfekcji w odczuwaniu.
Ten Wewnętrzny Dyktator stoi nad Twoim zranionym, płaczącym Wewnętrznym Dzieckiem i zamiast je przytulić, krzyczy na nie:
Przestań ryczeć! Masz być wdzięczna/y! Inni mają gorzej! Afirmuj obfitość, natychmiast!
Jak żołnierz SS podczas wojny.
Wyobraź sobie, że robisz to prawdziwemu dziecku, które właśnie zdarło kolano. Zamiast opatrzyć ranę, każesz mu udawać, że jej nie ma. To okrutne, prawda?
Dlaczego więc robimy to sobie?
Zadajesz sobie pewnie teraz pytanie:
No dobrze, ale co jest złego w próbie poprawienia sobie nastroju? Czy mam taplać się w błocie?
To jest właśnie największe nieporozumienie. Alternatywą dla toksycznej pozytywności nie jest depresyjne narzekanie. Alternatywą jest Prawda.
Problem z wymuszonym „pozytywnym myśleniem” polega na tym, że próbuje ono dokonać niemożliwego:
chce wygrać intelektualną debatę z Twoim autonomicznym układem nerwowym.
Wojna w Twojej głowie: Kora Nowa kontra Mózg Gadzi.
Wyobraź sobie, że stoisz przed lustrem. W środku czujesz lęk. Twoje serce bije szybciej, dłonie się pocą, w brzuchu masz supeł. To Twój układ nerwowy w trybie „walcz lub uciekaj”. Twój mózg gadzi (centrum wykrywania zagrożeń) wyje jak syrena alarmowa:
Niebezpieczeństwo! Jesteśmy zagrożeni!
I w tym momencie Twój racjonalny umysł (kora nowa) próbuje przekrzyczeć tę syrenę, powtarzając wyuczoną afirmację:
Jestem całkowicie bezpieczny/a. Wszechświat mnie wspiera. Czuję spokój.
Co się wtedy dzieje?
Dochodzi do potężnego wewnętrznego konfliktu. To tak, jakby kapitan Titanica stał na mostku i przez megafon ogłaszał pasażerom:
Proszę państwa, pogoda jest wspaniała, rejs przebiega gładko.
Podczas gdy pod pokładem woda zalewa już maszynownię, a mechanicy krzyczą o ratunek w panice.
Kogo posłucha Twój organizm? Kapitana z megafonem (Twoje myśli) czy zalewanej maszynowni (Twoje ciało)?
Twoje ciało zawsze wygra.
Twój układ nerwowy jest starszy i silniejszy niż Twoja zdolność logicznego myślenia. Kiedy próbujesz „zmyśleć” poczucie bezpieczeństwa, podczas gdy ciało czuje zagrożenie, nie uspokajasz się. Wręcz przeciwnie, wprowadzasz system w stan jeszcze większego chaosu.
Twój mózg odbiera to jako dysonans poznawczy. Zaczyna Cię postrzegać jako niewiarygodnego narratora.
Zaraz,
myśli Twoja podświadomość,
czuję strach, a on/ona mówi, że jest super. Coś tu jest bardzo nie tak. Muszę być jeszcze bardziej czujny/a.
W efekcie, zamiast spokoju, generujesz jeszcze więcej ukrytego napięcia.
Efekt „Białego Niedźwiedzia”, czyli jak mózg sabotuje afirmację.
Psychologia zna zjawisko zwane „procesem ironicznym” (lub efektem białego niedźwiedzia).
Jeśli powiem Ci teraz:
Przez najbliższą minutę nie myśl o białym niedźwiedziu, co się stanie? Będziesz myśleć tylko o nim.
Aby Twój mózg mógł nie myśleć o czymś, jakaś jego część musi stale monitorować, czy przypadkiem o tym nie myślisz. Paradoksalnie, utrzymuje to niechcianą myśl w centrum uwagi.
Podobnie działa wymuszona pozytywność.
Kiedy zmuszasz się do myślenia:
Jestem szczęśliwy/a.
Twoja podświadomość słyszy ukryty komunikat:
Muszę tak myśleć, bo w rzeczywistości jestem nieszczęśliwy/a i to jest złe.
Każda wymuszona afirmacja jest tak naprawdę przypomnieniem o braku tego, co afirmujesz. Afirmowanie bogactwa z lęku przed biedą tylko wzmacnia lęk przed biedą. Afirmowanie zdrowia z panicznego lęku przed chorobą tylko wzmacnia ten lęk.
To dlatego po sesji „pozytywnego myślenia” często czujesz się jeszcze bardziej wyczerpany/a i pusty/a.
Ciało jako szybkowar.
Co dzieje się z tymi wszystkimi „negatywnymi” emocjami: złością, smutkiem, strachem, którym nie pozwoliłeś/aś zaistnieć, bo „psuły wibracje”?
One nie zniknęły. Emocja to energia (e-motion, energy in motion). Energia w fizyce nie ginie, może tylko zmienić formę.
Kiedy zaprzeczasz emocjom, upychasz je w ciele. To jak trzymanie wielkiej piłki plażowej pod wodą. Wymaga to ogromnego, ciągłego wysiłku. Na zewnątrz możesz się uśmiechać, ale w środku Twoje mięśnie są napięte do granic możliwości, trzymając tę piłkę w zanurzeniu.
Ta stłumiona energia w końcu znajdzie ujście. Zamieni się w:
- Objawy psychosomatyczne: migreny, bóle pleców, problemy trawienne, chroniczne zmęczenie.
- Niekontrolowane wybuchy: nagła furia z błahego powodu, nieutulony płacz po obejrzeniu reklamy.
- Odrętwienie: aby nie czuć „złego”, musisz przestać czuć cokolwiek, tracąc też dostęp do prawdziwej radości.
Pozytywne myślenie stosowane jako ucieczka od bólu jest jak malowanie farbą po rdzy. Z wierzchu wygląda ładnie, ale pod spodem korozja postępuje szybciej, bo została odcięta od powietrza i światła.
Jeśli więc ta droga prowadzi donikąd, co nam pozostaje? Jak radzić sobie z trudnościami, nie popadając w rozpacz, ale też nie okłamując siebie?
Skoro wiemy już, że malowanie trawy na zielono nie sprawia, że staje się ona żywa, a okłamywanie własnego układu nerwowego prowadzi do wyczerpania, stajemy przed najważniejszym pytaniem:
Jaka jest alternatywa?
Jeśli nie mam na siłę myśleć pozytywnie, to co? Mam pogrążyć się w rozpaczy, narzekać i stać się „toksycznym marudą”?
Absolutnie nie. To jest właśnie pułapka czarno- białego myślenia, w którą wpędza nas pop-psychologia. Istnieje trzecia droga. Droga środka, która wymaga o wiele więcej odwagi niż przyklejenie sztucznego uśmiechu, ale która jako jedyna prowadzi do prawdziwego uzdrowienia.
Ta droga nazywa się Radykalną Akceptacją. Ja to nazywam Cichą Wiedzą Serca. Czyli ten prawdziwy, szczery, spójny i zgodny z Tobą szept płynący z Twojej głębi, który tak często zagłuszasz.
Przestań kłócić się z rzeczywistością.
Toksyczna pozytywność to w istocie walka z tym, co jest. To wewnętrzny krzyk:
To nie powinno się dziać! Nie powinnam/powinienem się tak czuć!
Ten opór jest źródłem największego cierpienia. Istnieje proste równanie:
Ból x Opór = Cierpienie.
Ból jest nieuniknioną częścią życia. Strata, smutek, strach, złość, to naturalne reakcje na trudne wydarzenia.
Cierpienie natomiast jest opcjonalne. Cierpienie powstaje wtedy, gdy do czystego bólu dodajesz warstwę oceny i walki:
Nie mogę tego czuć, to złe, muszę to natychmiast zmienić na wdzięczność.
Radykalna Akceptacja oznacza porzucenie tej walki.
To moment, w którym bierzesz głęboki oddech i mówisz:
Jest mi teraz potwornie ciężko. Czuję lęk i smutek. I to jest w porządku. Mam prawo się tak czuć, biorąc pod uwagę to, co się dzieje.
Akceptacja NIE oznacza, że lubisz tę sytuację. NIE oznacza, że się poddajesz i nie chcesz zmiany.
Akceptacja oznacza tylko (i aż) uznanie faktów. Nie możesz uleczyć czegoś, czego istnieniu zaprzeczasz.
Paradoks zmiany: Jedyna droga „WZIĄĆ” prowadzi „PRZEZ”.
Tu dochodzimy do największego paradoksu pracy wewnętrznej. Carl Rogers, wybitny psycholog humanistyczny, ujął to najlepiej:
„Ciekawy paradoks polega na tym, że dopiero gdy akceptuję siebie takim, jakim jestem, mogę się zmienić”.
Kiedy przestajesz walczyć ze swoim „negatywnym” uczuciem, kiedy przestajesz je spychać do piwnicy, a zamiast tego zapraszasz je na chwilę do stołu i pytasz:
Co chcesz mi powiedzieć?
Wtedy dzieje się magia.
Emocja, która została usłyszana i uszanowana, traci swoją destrukcyjną moc. Przestaje być potworem z szafy. Staje się po prostu informacją.
Twój lęk może chcieć Ci powiedzieć, że coś jest dla Ciebie ważne i boisz się to stracić.
Twoja złość może chcieć Ci powiedzieć, że ktoś przekracza Twoje granice.
Kiedy zamiast zalepiać je afirmacją, wysłuchasz ich, one naturalnie zaczynają płynąć. Emocje są jak fale. Przypływają, osiągają szczyt i odpływają. Toksyczna pozytywność to budowanie tamy na oceanie. Akceptacja to nauka surfowania.
Ćwiczenie: Zamiast Afirmacji – Walidacja.
Na koniec mam dla Ciebie propozycję. Następnym razem, gdy poczujesz trudną emocję i pojawi się pokusa, by „zmienić wibracje” na siłę, zatrzymaj się.
Zamiast „pozytywnego myślenia”, zastosuj somatyczną walidację.
KROK 1: Zauważ Dyktatora
Usłysz ten głos w głowie, który mówi: Nie bądź smutny, myśl pozytywnie! Podziękuj mu za troskę, ale powiedz: Teraz spróbujemy inaczej.
KROK 2: Zejdź z głowy do ciała
Gdzie czujesz tę „złą” emocję? Czy to ścisk w gardle?
Ciężar na klatce piersiowej?
Gorąco w brzuchu?
Znajdź jej fizyczną lokalizację.
KROK 3: Nazwij i uprawomocnij (Walidacja)
Zamiast zaprzeczać, nazwij to, co jest. Połóż rękę na tym miejscu w ciele (np. na sercu) i powiedz do siebie (na głos lub w myślach) tak, jakbyś mówił/a do małego, przestraszonego dziecka:
Czuję teraz ogromny lęk.
Moje serce wali.
To naturalne, że się boisz.
Ta sytuacja jest trudna.
Jestem tu z Tobą.
Masz prawo to czuć.
Nie musisz teraz udawać bohatera.
KROK 4: Oddychaj do doznania
Nie próbuj „rozluźnić” tego napięcia na siłę. Po prostu skieruj tam swój oddech. Daj temu miejscu przestrzeń. Powiedz mu:
Widzę cię.
Możesz tu być tak długo, jak potrzebujesz.
Dziękuję Ci za informacje, które dla mnie masz.
Zobaczysz, że paradoksalnie, to właśnie ta zgoda na dyskomfort przynosi ulgę, której bezskutecznie szukałeś/aś w wymuszonym uśmiechu.
Prawdziwa Pozytywność.
Prawdziwie „pozytywne” życie nie polega na tym, że zawsze świeci słońce. Polega na tym, że masz w sobie parasol na deszcz, ciepłą kurtkę na mróz i wiarę, że żadna pogoda nie trwa wiecznie.
Prawdziwa siła to nie brak trudnych emocji, ale umiejętność bycia z nimi w kontakcie, bez rozpadania się na kawałki.
Bądź dla siebie dobry/a.
Nie dokręcaj sobie śruby, gdy i tak jest już ciężko.
Twoja prawda, nawet ta trudna, smutna i brudna jest zawsze bardziej lecząca niż najpiękniejsze kłamstwo.
Zawieszenie broni.
Wiem, że ta droga, jest drogą radykalnej akceptacji i somatycznej uczciwości.
Brzmi trudniej niż proste „myśl pozytywnie”.
Wymaga odwagi, by stanąć twarzą w twarz z tym, co boli, zamiast odwracać wzrok.
Wymaga zgody na to, by czasem pobrudzić się własnym życiem.
Ale to jedyna droga, która prowadzi do prawdziwego domu, do Ciebie samej/samego.
Nie musisz już toczyć wojny ze swoim układem nerwowym. Możesz ogłosić zawieszenie broni. Twoje ciało nie jest Twoim wrogiem, którego trzeba spacyfikować afirmacjami.
Jest Twoim najwierniejszym sojusznikiem, który krzyczy, bo próbuje Cię chronić. Który czeka aż usłyszysz jego Cichą Wiedzę Serca.
Prawdziwa wolność nie leży w tym, by nigdy się nie bać ani nie smucić.
Prawdziwa wolność to wiedzieć, że możesz czuć strach i smutek, i że to Cię nie zniszczy. Że jesteś większy/a niż jakakolwiek emocja, która przez Ciebie przepływa.
Nauka tego nowego języka, języka akceptacji i ciała zajmuje czas. Czasem trudno jest nawigować po tych wzburzonych wodach w pojedynkę, zwłaszcza gdy przez lata uczono nas tylko tamowania rzeki.
Jeśli czujesz, że potrzebujesz przewodnika w tej podróży. Jeśli chcesz nauczyć się budować w sobie „pojemność” na trudne emocje, tak by móc je bezpiecznie czuć, bez zalewania się nimi i bez ucieczki w iluzję, pamiętaj jestem tu dla Ciebie.
Mój gabinet (i moja przestrzeń online) to miejsce wolne od dyktatury szczęścia. To miejsce, gdzie nie musisz zakładać maski, a nawet ich zdejmowania. To przestrzeń, gdzie każda Twoja prawda i ta jasna i ta ciemna ma prawo istnieć i zostać przyjęta.
Sprawdźmy razem, co się stanie, gdy przestaniesz walczyć z tym, kim jesteś.
A ty skup się na życiu.
Swoim życiu.
Tym prawdziwym dla Ciebie.