Wczoraj znów zewsząd płynęły hasła o „walce z depresją”.
A we mnie, przy tym słowie, zapada długa cisza
i to właśnie wtedy tworzy się przestrzeń na głębsze przemyślenie.
Te bez opinii.
Te bez oczekiwań.
Te bez racjonalizowania.
Bo jak można walczyć z czymś, co przyszło po to, żeby paradoksalnie uratować Ci życie?
Szokujące ?
Zanim przejdziemy dalej, chcę Ci coś powiedzieć. Cokolwiek teraz czujesz, czytając te słowa,
to jest właściwe.
Jeśli czujesz totalne wyczerpanie,
pustkę,
złość,
a może po prostu obezwładniające odrętwienie
i brak sił, żeby rano wstać z łóżka
tutaj, w tej przestrzeni, nie musisz przed tym uciekać.
Nie musisz zakładać maski, którą nosisz w pracy, przed partnerem czy przed dziećmi.
Jesteś bezpieczna/y.
Zdejmij ten ciężki plecak, chociaż na czas czytania tego tekstu.
Usiądź.
Oddychaj.
Tylko i aż.
Wyobraź sobie, że jedziesz samochodem autostradą. Nagle na desce rozdzielczej zapala się czerwona kontrolka silnika. Razi natarczywie. Co robisz? Zatrzymujesz się, sprawdzasz, dzwonisz do mechanika? Przecież nie bierzesz kawałka czarnej taśmy, żeby zakleić tę lampkę i nie udajesz, że problem zniknął. Wiesz doskonale, że zignorowanie tego sygnału to tylko kwestia czasu, zanim dojdzie do zatarcia silnika i całkowitej kasacji pojazdu.
A jednak z własnym ciałem, z własnym sercem i najdelikatniejszymi emocjami robimy to każdego dnia.
Połykamy tabletkę na „lepszy nastrój”, która ma zadziałać jak ten czarny plaster. Zagłuszamy wewnętrzną pustkę kolejnymi nadgodzinami, kolejnym projektem. Znieczulamy się, przewijając ekran telefonu w nieskończoność, byle tylko zająć czymś głowę. Byle tylko nie poczuć tego, co niewygodnie gniecie w klatce piersiowej. Zaciskamy zęby, mrozimy swoje uczucia i biegniemy dalej, bo przecież
„trzeba dać radę„.
Aż w końcu bezpieczniki wywalają. Twój układ nerwowy po prostu odcina prąd, bo konflikt, który nosisz w sobie, stał się fizycznie nie do zniesienia.
Ciało zamarza.
Stop!
Z czym tak bardzo i tak długo walczyłaś/eś, aż zupełnie zabrakło Ci sił?
To obezwładniające odrętwienie, ten brak chęci do życia, to rzadko jest zwykła usterka biologiczna. To po prostu niemy krzyk tej części Ciebie, która nie ma już sił dłużej udawać, że wszystko jest w porządku.
Z perspektywy głębokiej pracy z emocjami, to, czego w tym momencie najbardziej potrzebujesz, to nie jest kolejny bat nad głową. To nie jest motywacyjny cytat, radzący wzięcie się w garść. Zablokowane emocje potrzebują bezpiecznych ram. Potrzebują głębokiego, bezwarunkowego objęcia.
Wyobraź sobie małe dziecko, które wpada w histerię albo zastyga w przerażeniu. Zmuszanie go do uśmiechu to przemoc. Ono potrzebuje kogoś, kto usiądzie obok, obejmie je mocno, da mu poczucie granic i powie:
Widzę, jak bardzo cierpisz.
Jestem tu.
Nigdzie nie pójdę.
Kiedy walczysz ze swoim smutkiem, odrzucasz samego siebie. Kiedy próbujesz go pokonać, wypowiadasz wojnę swojemu własnemu wnętrzu. A to właśnie tam, pod grubymi warstwami racjonalnego lęku, kuli się Twoje wewnętrzne dziecko, które z braku sił i lat ignorowania po prostu się zapadło. Przestało reagować. Zamknęło się w sobie.
Ono potrzebuje Twojego utulenia. Potrzebuje poczuć, że bez względu na to, jak wielki jest ten ból, to Ty dorosła/y potrafisz go pomieścić.
Ale jest w tym jeszcze jedna, niezwykle ważna warstwa. Czasami robisz wszystko „dobrze”. Chodzisz na terapie, analizujesz swoje dzieciństwo, próbujesz zrozumieć swój stan, a mimo to ciężar nie ustępuje.
Pracując z polem informacji, regularnie obserwuję pewien poruszający mechanizm. Widzę, jak z ogromnej, całkowicie nieświadomej lojalności niesiemy w tym zamrożeniu bagaże, które w ogóle do nas nie należą. Przytłoczenie, które nazywasz swoim własnym, bardzo często ma zupełnie inne, starsze źródło. Rodziców, dziadków, rodziny, znajomych, a nawet ofiar czy sprawców.
Jest możliwe, że od lat niesiesz cudze oczekiwania, z którymi się nie zgadzasz?
Czyje one są?
Kto Ci to sprzedał?
Kto tak mówił?
Może to przekonanie, że „życie to ciężka praca i cierpienie„, należało do Twojej babci? Może ten podskórny, paraliżujący lęk przed porażką to niespełniona ambicja Twojego ojca? A może ten cichy smutek, który nie pozwala Ci cieszyć się z sukcesów, to zatrzymana żałoba Twojej mamy, której z czystej, dziecięcej miłości wzięłaś/wziąłeś kawałek na własne barki?
Zapadamy się pod tym systemowym ciężarem, głęboko wierząc, że to nasz własny mrok, nasz własny błąd i nasza wina.
Dla kogo, z wielkiej, ślepej miłości, zgodziłaś/eś się być tak bardzo nieszczęśliwa/y?
Rozwiązania wcale nie muszą leżeć głęboko w przeszłości, w trudnych historiach prapradziadków. One najczęściej są tuż obok, w przestrzeni Twojego obecnego życia, w relacjach, które tworzysz, w granicach, których nie potrafisz postawić. Wystarczy tylko przestać patrzeć przez pryzmat iluzji i popatrzeć w prawdę.
Jak to wdrożyć w życie?
Zamiast zmuszać wyczerpane ciało do kolejnego, sztucznego zrywu, spróbuj zatrzymać tę walkę.
Zejdź do ciała.
Zejdź do serca.
Nie analizuj tego umysłem, który i tak jest już wyczerpany i zapętlony w starych schematach.
Skontaktuj się z tą najtrudniejszą, najbardziej zamrożoną emocją.
Usłysz swoją Cichą Wiedzę Serca.
Stań się dla siebie oparciem.
Daj sobie to mocne, bezpieczne trzymanie, którego może nigdy nie dostałaś/eś w chwili, gdy najbardziej go potrzebowałaś/eś.
Krótkie ćwiczenie praktyczne do wykonania tu i teraz:
Znajdź spokojne miejsce.
Nie musisz niczego specjalnego przygotowywać. Po prostu usiądź.
Połóż dłoń na klatce piersiowej, tam, gdzie bije Twoje serce i gdzie mieszka cicha wiedza.
Weź jeden, głęboki, bardzo powolny oddech. Pozwól sobie na wydech, który wypuszcza trochę napięcia z ramion.
Powtórz to kilka a może kilkanaście razy.
Zlokalizuj w ciele ten największy supeł, ten lodowaty ciężar, który tak mocno dławi.
Może to ścisk w gardle, może kamień w żołądku.
Nie oceniaj go.
Nie odpychaj.
Obejmij go pełną, czułą uwagą.
Przeczytaj poniższe słowa powoli.
Rób pauzę po każdej linijce.
Daj sobie czas.
Pozwól, aby te zdania wibrowały w Twoim ciele:
Widzę ten ból.
Zgadzam się na to, co teraz czuję,
dokładnie takie, jakie to jest,
wolno mi to czuć,
Jeśli niosę coś co nie jest moje zostawiam to przy tych których to jest.
Daję sobie przestrzeń na to aby to oddać.
Biorę odpowiedzialność za swoje życie.
Nie moją odpowiedzialność zostawiam ich właścicielom.
Poczułaś/eś, jak coś w ciele chociaż na milimetr odpuszcza napięcie?
Jak oddech staje się choć odrobinę pełniejszy?
Ciało nie potrafi kłamać.
Ciało zawsze reaguje na prawdę.
Kiedy przestajesz nieść to, co do Ciebie nie należy, naturalnie robi się miejsce na życie.
Ważne: Jeśli czujesz, że zapadasz się w mrok, z którego nie potrafisz sama/sam wyjść, proszę, sięgnij po pomoc lekarza psychiatry lub psychoterapeuty. Depresja kliniczna to choroba, a prośba o pomoc to wyraz największej odwagi, odpowiedzialności i miłości do samego siebie, a nie słabości. Jak złamiesz nogę to nie pytasz, czas do szpitala, tylko szukasz najszybszego sposobu jak się tam dostać. Tu powinno być podobnie.
A jeśli czujesz, że przyszedł czas, aby w bezpiecznej przestrzeni zajrzeć pod powierzchnię, zdjąć z siebie ten cudzy bagaż, odblokować zatrzymane emocje i w końcu głęboko odetchnąć swoim własnym życiem.
W razie trudności jestem.
Wiesz, gdzie mnie szukać.
Jeśli czujesz, że czas coś zmienić pisz śmiało.
Michał