You are currently viewing Gdy terapia staje się kolejnym sposobem na unikanie życia.
Michał Halaczyński

Gdy terapia staje się kolejnym sposobem na unikanie życia.

Czy Twoja „droga do siebie” stała się wygodną kryjówką przed światem? O pułapce wiecznego uzdrawiania.

Znasz ten obrazek?

Na Twojej szafce nocnej piętrzy się stos książek o traumie, stylach przywiązania, pracy z cieniem i radykalnej akceptacji.

Twoja playlista podcastów to kopalnia wiedzy psychologicznej.

Potrafisz bezbłędnie nazwać mechanizmy obronne swoich przyjaciół, a własne dzieciństwo przeanalizowałeś/aś już na dziesiątki sposobów. Między innymi z perspektywy wewnętrznego dziecka, uwikłań systemowych i neurobiologii lęku.

Co tydzień, punktualnie, siadasz w fotelu terapeutycznym (lub przed ekranem komputera), gotów/gotowa na kolejne 50 minut wglądów.

Wykonałeś/aś kawał potężnej roboty. Twoja samoświadomość jest na poziomie, o którym większość ludzi może tylko pomarzyć.

A jednak.

Gdy zapada cisza, a Ty zostajesz sam/sama ze swoimi myślami, czujesz ten niewygodny ucisk w żołądku. To ciche pytanie, które boisz się zadać na głos:

Skoro wiem już tak dużo i pracuję nad sobą tak ciężko, dlaczego moje codzienne życie tak mało się zmienia?

Dlaczego nadal tkwisz w tej samej pracy, której nie znosisz?

Dlaczego nadal boisz się bliskości i sabotujesz relacje?

Dlaczego, mimo tych wszystkich „przepracowanych” traum, wciąż boisz się sięgnąć po swoje marzenia?

Witaj w jednym z najtrudniejszych etapów podróży. W miejscu, w którym terapia i rozwój osobisty przestały być narzędziami do życia, a stały się

substytutem życia.

Kiedy wiedza staje się pancerzem.

To nie jest oskarżenie. To mechanizm obronny, w który wpadają najczęściej osoby inteligentne, wrażliwe i zdeterminowane, by sobie pomóc.

Na początku drogi wgląd jest jak objawienie. Nagle rozumiesz:

Aha! Więc to dlatego tak reaguję!

 To przynosi ulgę. Przestajesz się obwiniać.

Ale jeśli nie uważamy, wgląd staje się narkotykiem. Uzależniamy się od tych „aha-momentów”. Zaczynamy intelektualizować nasze życie, zamiast go doświadczać.

Zamiast czuć ból, analizujemy go jak naukowcy pod mikroskopem.

Zamiast podjąć ryzyko trudnej rozmowy z partnerem, czytamy kolejną książkę o komunikacji bez przemocy.

Zamiast wysłać CV do nowej pracy, zapisujemy się na kolejny warsztat o odkrywaniu swojego potencjału.

Książki, warsztaty, czy gabinet terapeutyczny staje się bezpiecznym bunkrem. To jedyne miejsce, gdzie czujemy się naprawdę widziani i bezpieczni. Świat zewnętrzny, ten nieprzewidywalny, brudny, wymagający realnych działań wydaje się przy tym zbyt groźny.

Paradoksalnie, narzędzia, które miały nas uwolnić, budują wokół nas złotą klatkę. Stajemy się ekspertami od własnej psychiki, ale amatorami we własnym życiu.

Syndrom „Poczekalni”.

Największym kłamstwem, jakie sprzedaje nam (często nieświadomie) kultura „self-help”, jest idea, że istnieje jakiś punkt końcowy. Moment, w którym będziemy „uzdrowieni”, „gotowi”, „czyści”.

Wpadamy więc w syndrom poczekalni. Mówimy sobie:

Wejdę w związek, kiedy do końca przepracuję moją relację z ojcem.

Zmienię pracę, kiedy uleczę mój lęk przed porażką.

Zacznę żyć pełnią życia, kiedy pozbędę się wszystkich traum.

Problem polega na tym, że ten moment nigdy nie nadejdzie. Bycie człowiekiem oznacza bycie w ciągłym procesie. Zawsze będzie jakaś warstwa do odkrycia, jakaś rana, która zaboli na zmianę pogody.

Czekanie na bycie „gotowym” to najskuteczniejszy sposób na zmarnowanie życia.

Terapia to poligon, a nie dom.

Jeśli czujesz ukłucie w sercu czytając te słowa, to dobrze. To znaczy, że ta zdrowa, witalna część Ciebie, która chce ŻYĆ, a nie tylko „pracować nad sobą”, domaga się uwagi.

Co teraz? Jak wyjść z tej pułapki?

Musisz zmienić perspektywę.

Terapia nie jest miejscem do życia. Terapia to warsztat. To sala treningowa. To poligon.

Przychodzisz tam, żeby zrozumieć mapę, naoliwić mechanizmy, opatrzyć rany i nabrać sił.

Ale prawdziwy egzamin, prawdziwe zdrowienie, nie dzieje się w te 50-90 minut w gabinecie.

Prawdziwe zdrowienie dzieje się w te 10 030 minut pomiędzy sesjami.

Dzieje się wtedy, gdy z drżącym sercem, mimo lęku, robisz ten mały krok, którego unikałeś/aś od lat.

Dzieje się wtedy, gdy zamiast analizować swoje emocje, pozwalasz sobie je po prostu poczuć i wypłakać, bez szukania „przyczyny w dzieciństwie”. Słuchając i doświadczając swojej Cichej Wiedzy Serca.

Dzieje się wtedy, gdy podejmujesz niedoskonałe działanie w prawdziwym świecie.

Wgląd bez działania jest tylko filozofią. Dopiero nowe, inne doświadczenie zmienia strukturę Twojego mózgu i Twoje życie.

Czas na „imperfect action”.

Może nadszedł czas, by na najbliższej sesji powiedzieć terapeucie:

Czuję, że kręcimy się w kółko. Mam ogromną wiedzę, ale nie przekłada się ona na moje życie. Jak możemy zmienić naszą pracę, by wspierała moje realne działania tu i teraz, a nie tylko moje rozumienie przeszłości?

A może nadszedł czas, by odłożyć kolejną mądrą książkę i zamiast tego pójść na spacer bez celu, zadzwonić do przyjaciela, albo zrobić coś zupełnie „nierozwojowego”, co po prostu sprawia Ci radość?

Zadaj sobie dziś jedno pytanie:

Co bym zrobił/a dzisiaj, gdybym uznał/a, że jestem już wystarczająco „uzdrowiony/a”, by zacząć żyć?

I zrób jedną, małą rzecz w tym kierunku. Choćbyś miał/a to zrobić z lękiem i drżącymi rękami. Bo odwaga nie polega na braku strachu, ale na działaniu pomimo niego.

Jesteś gotowy/a bardziej, niż myślisz.

Czas wyjść z poczekalni życia.

Twoja głowa wie, ale Twoje ciało wciąż się trzęsie. Brakujące ogniwo.

Być może czytając ten tekst, poczułeś/aś zryw motywacji:

Tak! Koniec z odwlekaniem! Idę żyć!

Ale chwilę później, gdy tylko pomyślałeś/aś o tym konkretnym, realnym działaniu (np. wysłaniu trudnego maila czy pójściu na randkę), Twój żołądek zwinął się w supeł, a dłonie zaczęły się pocić.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Do powodu, dla którego tak łatwo jest utknąć w „wiecznym rozwoju”.

Twoja wiedza mieszka w korze nowej (racjonalnej części mózgu). Twoje blokady mieszkają w ciele i układzie nerwowym (częściach pierwotnych).

Możesz mieć doktorat z własnej psychiki.

Możesz rozumieć, że Twój lęk przed odrzuceniem wynika z relacji z matką w trzecim roku życia.

Twoja głowa to wie.

Ale kiedy stajesz przed realnym wyzwaniem, Twój układ nerwowy nie konsultuje się z Twoją wiedzą.

On reaguje instynktownie.

Dla Twojego ciała wyjście ze strefy komfortu, nawet jeśli ta strefa jest ciasna i niewygodna jest zagrożeniem życia.

Dlatego czytanie kolejnej książki jest bezpieczne, Twoje ciało wie, że na kanapie nic mu nie grozi.

Ale pójście na rozmowę o pracę jest przerażające – Twoje ciało migdałowate (centrum strachu) odpala alarm:

Uwaga!

Ryzyko odrzucenia!

Ból!

Uciekaj do książek, kursów, warsztatów, itd!

Dopóki ignorujemy ten somatyczny (cielesny) aspekt, dopóty będziemy najmądrzejszymi ludźmi na sali, którzy nie potrafią wykonać najprostszego ruchu.

Od archeologii do architektury.

Jak więc zbudować most między mądrą głową a przerażonym ciałem?

Działając zgodnie ze swoją Cichą Wiedzą Serca.

Tylko jak to zrobić?

Musimy zmienić cel naszej pracy własnej. Zbyt wielu z nas traktuje rozwój osobisty jak archeologię. Kopiemy w przeszłości, omiatamy pędzelkiem stare kości, katalogujemy traumy. To jest ważne, ale tylko na początku.

Jeśli kopiesz za długo, zostajesz z wielką dziurą w ziemi i stertą kości, i nadal nie masz gdzie mieszkać.

Czas przejść od archeologii do architektury. Czas zacząć budować.

Architektura w rozwoju osobistym nie polega na usuwaniu lęku. Polega na budowaniu POJEMNOŚCI na ten lęk.

Zdrowy, dorosły człowiek to nie jest ktoś, kto nie ma traum i się nie boi.

Zdrowy, dorosły człowiek to ktoś, kto czuje lęk, czuje ścisk w brzuchu, czuje drżenie rąk i MIMO TO jest w stanie wykonać działanie, które jest dla niego ważne.

To nie jest ten frazes coachingowo- rozwojowy pod tytułem:

Jeśli coś sprawia Ci trudność, to znaczy, że to nie Twoja ścieżka.

Jego „naczynie” układu nerwowego jest na tyle duże, że mieści się w nim i strach, i działanie jednocześnie.

Te trudności i strach, często są najlepszym motorem napędowym dla naszych działań.

Zasada „Mimo To”: Jak działać, gdy wciąż się boisz?

Wyjście z poczekalni nie oznacza skoku na głęboką wodę. To prosta droga do re-traumatyzacji i szybkiego powrotu do bezpiecznego kokonu teorii.

Chodzi o budowanie mostu cegła po cegle. W psychologii somatycznej nazywamy to miareczkowaniem.

Oto jak wygląda nowy paradygmat pracy nad sobą w praktyce:

  1. Wybierz „Niedoskonałe Działanie”.

Coś małego, co wywołuje dyskomfort w skali 4-6 na 10. Nie 10/10! Jeśli boisz się wystąpień publicznych, nie zapisuj się na TEDx. Zabierz głos na zebraniu w pracy na 30 sekund. Przećwicz, doświadcz, ale nie katuj się tym. To nie ma być skrajnie traumatyczne doświadczenie, tylko wprowadzić Twoje ciało w stan niewygody, nowych bodźców.

  • Zauważ reakcję ciała (bez analizy!).

Zanim to zrobisz, i w trakcie robienia, sprawdź, co się dzieje w ciele. Serce bije szybciej? Czujesz gorąco? Zamiast uciekać w głowę i analizować („Och, to mój lęk z dzieciństwa…”), zostań w ciele. Powiedz sobie:

Czuję teraz szybkie bicie serca.

To naturalna reakcja mojego ciała na nowe wyzwanie.

Jestem bezpieczny/a, to tylko energia.

  • Działaj Z lękiem, a nie PRZECIWKO niemu.

Nie czekaj, aż lęk minie. Weź go pod rękę. Zrób to z drżącym głosem. Wyślij maila z spoconymi dłońmi. To jest właśnie moment, w którym Twój mózg uczy się czegoś nowego:

Hej, zrobiliśmy to, czuliśmy strach, i przeżyliśmy!

Nic strasznego się nie stało.

W ten sposób, krok po kroku, działanie w świecie przestaje być zagrożeniem, a staje się po prostu

życiem.

Koniec czekania.

Twoje życie nie zacznie się, kiedy naprawisz ostatnią usterkę w swojej psychice. Twoje życie dzieje się teraz, w samym środku tego bałaganu, z tymi wszystkimi niedoskonałościami i lękami, które masz.

Terapia, która nie prowadzi do większej wolności w działaniu, staje się tylko kolejną formą wyrafinowanego więzienia.

Masz już klucze. Wiesz już wystarczająco dużo.

Otwórz drzwi. Świat czeka, aż w końcu do niego dołączysz. Nie jako idealna/y, „uzdrowiony” byt, ale jako cudownie nieidealny, prawdziwy człowiek.

Nowa definicja „Uzdrowienia”

Skoro wiesz już, że wiedza nie równa się zmianie, a Twoje ciało potrzebuje treningu, a nie tylko wykładów, musimy przedefiniować to, co nazywamy sukcesem w rozwoju osobistym.

Być może dotychczas myślałeś/aś, że bycie „uzdrowionym” oznacza stan, w którym nie czujesz już lęku, wstydu czy złości. Że to stan permanentnego zen i emocjonalnej czystości.

To nie jest uzdrowienie.

To jest lobotomia.

Prawdziwe zdrowie psychiczne to nie brak trudnych emocji, ale umiejętność funkcjonowania w świecie pomimo ich obecności.

To moment, w którym Twój straumatyzowany fragment osobowości krzyczy:

Nie idź tam, to niebezpieczne!

a Twoja dorosła, zdrowa część odpowiada:

Słyszę cię, dziękuję za ostrzeżenie, ale i tak tam pójdziemy, bo to dla nas ważne.

Trzymam cię za rękę.

Test Rzeczywistości: Zasada 1:1.

Jak sprawdzić, czy Twoja praca nad sobą służy życiu, czy je zastępuje? Proponuję Ci prosty audyt.

Wprowadź w swoim życiu zasadę Równowagi Wglądu i Działania (1:1).

Za każdą godzinę spędzoną na terapii, czytaniu mądrych książek czy słuchaniu podcastów, zrób jedną, konkretną rzecz w świecie zewnętrznym, która jest bezpośrednim zastosowaniem tej wiedzy.

  • Przeczytałeś/aś rozdział o stawianiu granic? Świetnie. Nie czytaj kolejnego, dopóki nie powiesz jednego, małego „nie” tam, gdzie zwykle mówiłeś/aś „tak”.
  • Odkryłeś/aś na sesji, że Twoja prokrastynacja wynika z lęku przed oceną? Wspaniale. Zamiast analizować ten lęk przez kolejny tydzień, wyślij niedoskonały projekt 5 minut przed czasem.
  • Zrozumiałeś/aś, że unikasz bliskości? Zamiast czytać o stylach przywiązania, zadzwoń do przyjaciela i powiedz mu szczerze, co u Ciebie słychać, ryzykując odsłonięcie miękkiego podbrzusza.

Wiedza, która nie jest „uziemiona” w działaniu, gnije. Staje się mentalnym ciężarem. Tylko doświadczenie transformuje teorię w mądrość.

Przestań polerować zbroję, idź na bitwę.

Spójrz na ten stos książek na swojej szafce nocnej. Spójrz na swoje notatki z warsztatów.

Masz tam mapę skarbów. Masz instrukcję obsługi siebie. Masz najlepszą zbroję i najostrzejszy miecz, jakie mogłeś/aś wykuć.

Ale zbroja nie służy do tego, żeby ją polerować w bezpiecznej komnacie i podziwiać w lustrze. Zbroja służy do tego, żeby w niej wyjść na zewnątrz. Tam, gdzie można się pobrudzić, poobijać, ale też tam, gdzie toczy się prawdziwe życie.

Twoje życie nie potrzebuje więcej Twojej analizy. Twoje życie potrzebuje Twojej obecności. Twojej odwagi bycia niedoskonałym, przestraszonym, ale działającym człowiekiem.

Nie czekaj, aż będziesz gotowy/a.

Gotowość to mit.

Zacznij drżącymi rękami.

Jeśli czujesz, że utknąłeś/aś w „poczekalni rozwoju” i masz ogromną wiedzę, która nie przekłada się na Twoją codzienność, pamiętaj jestem tu, by pomóc Ci zbudować most między głową a życiem.

W mojej pracy nie skupiamy się tylko na „dlaczego?”, ale przede wszystkim na „jak?”. Pomagam budować w ciele pojemność na trudne emocje, tak abyś mógł/mogła działać pomimo lęku, a nie czekać na jego brak.

Przestańmy tylko rozmawiać o życiu.

Zacznijmy je zmieniać.

Zacznijmy żyć!

Dodaj komentarz